Archive for Październik 28th, 2008

Banki a Elton John

Posted by Mateusz Machaj on Październik 28, 2008
Bez kategorii / 6 Comments

Znowu na wesoło o bankach i kryzysie (HAT TIP UkBubble):

And it seems to me banks live their lives throwing caution to the wind…

Sam mam trochę takich pomysłów, żeby przerabiać w ten sposób teksty, ale nie mam sprzętu muzycznego do tego. Jakby ktoś miał, to proszę się zgłaszać.

Kredyt na kredyt

Posted by Juliusz Jabłecki on Październik 28, 2008
Bez kategorii / 6 Comments

W jednym z ostatnich wydań prestiżowy tygodnik finansowy The Economist zawyrokował: „DEPRIVE a person of oxygen and he will turn blue, collapse and eventually die. Deprive economies of credit and a similar process kicks in.” Ma stąd wynikać, że źródłem problemów, już nie tylko finansowych, ale także gospodarczych, ujawniających się na świecie jest brak kredytu. Hmm… Poniżej zamieszczam wykres przedstawiający całkowity poziom kredytu udzielonego przez amerykański system bankowy (tzn. aktywa banków komercyjnych minus gotówka w kasach):

Fred Graph

A poniżej całkowity wolumen kredytu udzielonego przedsiębiorstwom:

Fred Graph

Wreszcie wolumen kredytu konsumpcyjnego (wszystkie 3 wykresy zostały wygenerowane przy użyciu bazy danych St. Louis Fed):

Fred Graph

Żaden z wykresów nie pokazuje silnego spadku akcji kredytowej, a od połowy 2007 r. notujemy wręcz pewne jej przyspieszenie. Dlaczego zatem mówi się, że źródłem problemów gospodarczych i spowolnienia gospdoarczego w 2009 będzie brak kredytu? A może powodem zadyszki gospodarki światowej jest zupełnie co innego?

W co gra Buffett?

Posted by Mateusz Machaj on Październik 28, 2008
Bez kategorii / 22 Comments

Jak mawia weteran skutecznego inwestowania , a więc Warren Buffett, „powinieneś być ostrożny, gdy inni są chciwi, a chciwy, kiedy inni są ostrożni”. I tak rekomenduje inwestowanie obecnie w akcje, oczywiście amerykańskie (jak przystało na patriotę). Cynik z bloga Dwagrosze uważa na przykład, iż jest to dowód na to, że deflacja kredytowa się kończy i wkrótce nadejdzie fala wielkiej inflacji.

Jedna rzecz jest jednak nie do końca jasna. Buffett stwierdza, że zamierza wejść niedługo na całego w akcje, co oznacza, że jeszcze się w nie nie zaopatrzył. Jak to się ma do jego motta? Dlaczego publicznie podaje taką wiadomość? Rozumiem, że zrobiłby to po kupnie akcji, ale dlaczego głośno mówi dopiero o takim zamiarze? Czyżby chciał, żeby inni w czasach paniki przed nim byli chciwi (i zarobili więcej niż on)? A może testuje po prostu rynek.

Nie jest to do końca jasne. Z drugiej strony, przypomina mi się, ale tego nie jestem absolutnie pewien (będę wdzięczny, gdy ktoś to potwierdzi, lub zaprzeczy), że Warren Buffett chyba już coś podobnego mówił. O ile pamiętam w lutym lub marcu tego roku. Pamiętam, że był na pewno jakiś inwestor, który mówił w okolicach tamtych miesięcy, że teraz opłaca się kupować akcje. Wydaje mi się, że to był właśnie Buffett. Ręki sobie obciąć nie dam. Kiedyś był taki jeden, za którego dałbym sobie rękę uciąć i bym teraz nie miał ręki.

Swoją drogą nasz wybitny inwestor wszedł w General Electric twierdząc, że jest to bezpieczna firma, która na pewno będzie istniała za jakiś czas. Podobną inwestycję wykonał w przypadku Goldman Sachsa (co jeśli się nie uda będzie dużym pechem, bo to firma mocno przyssana do państwa). W temacie jak na razie się to skończyło zobacz tu.

Dodatkowo Buffett na przykład twierdzi, że śmieciowe aktywa powiązane z rynkiem nieruchomości w USA to świetna inwestycja, tylko na razie brakuje systemowi płynności, więc dobrze ze Kongres chce zadłużyć państwo i te śmieci skupować, bo podatnik może w przyszłości na nich zarobić kilkaset procent (2-3 biliony z 700 miliardów). Oto klip:

W co zatem gra Buffett? Czyżby Warren przegrał trochę pieniędzy i teraz próbuje szukać owieczek, które zaczną inwestować w akcje? Czy też może faktycznie Bernanke swoim wtłaczaniem płynności wkrótce uruchomi demona inflacji? Wkrótce się przekonamy. Najbliższe miesiące powinny coś nam pokazać. Ja póki co na horyzoncie widzę deflację kredytu, ale to może się łatwo zmienić.

Tags:

Jedna czy dwie bańki?

Posted by Maciej Bitner on Październik 28, 2008
Bez kategorii / 1 Comment

Bardzo ciekawy jest dzisiejszy komentarz redakcyjny w Wall Street Journal Europe:

 

„Początkowa bańka powstała w budownictwie mieszkaniowym i aktywach opartych o kredyty hipoteczne – to ją właśnie Rezerwa Federalna wsparła za pomocą ujemnych realnych stóp procentowych utrzymywanych od 2002 do 2005 roku. To właśnie było tragicznym błędem Alana Greenspana, choć tego były szef Fed nie zauważa. Zeznając przed Kongresem w czwartek, Greenspan obciążył odpowiedzialnością za kryzys obligacje hipoteczne, modele wyceny ryzyka i instytucje finansowe, przyklaskując tym samym bajeczce Waszyngtonu, że rząd nie ma z kryzysem nic wspólnego. Polityka monetarna Fedu uniknęła jakiejkolwiek krytyki. Media i członkowie Kongresu użyją zeznań Greenspana do poddawania w wątpliwość zasad wolnego rynku, które dawny uczeń Ayn Rand przez całe dotychczasowe życie promował” (s.13).

 

To bardzo krzepiące, że najbardziej wpływowy dziennik finansowy świata (obok może Financial Times) zamieszcza komentarz prawie w całości w duchu Instytutu Misesa. W najbliższym czasie zapewne przyjdzie stoczyć wielką polityczną walkę ze zwolennikami zwiększenia rządowej kurateli i każdy, kto myśli w duchu zasadniczo wolnego rynku może okazać się w niej bezcennym sojusznikiem.

 

Dalsza część komentarza jest już z kolei miła już głównie dla mnie. Mowa w niej o tym, jak powstała druga bańka – na rynkach surowcowych i walutach (poza dolarem jenem oraz frankiem). Sprawcą tejże, zdaniem autora komentarza, jest następca Greenspana, niejaki Ben. On to właśnie, jak każdy wielki generał, walczył na sposób poprzedniej wojny. Ponieważ w literaturze ekonomicznej, za czasów gdy Berananke brał czynny udział w jej powstawaniu, panował pogląd, że powodem, dla którego Wielki Kryzys miał tak spektakularne rozmiary, był niedostatek płynności banków, szef Fed zasilił rynek w płynnośc obniżając stopę procentową w 7 miesięcy z 5,25% do 2%. To jednak tylko zwiększyło panikę, a kryzysu nie rozwiązało, gdyż problemem nie jest brak płynności, lecz zła jakość portfela kredytowego banków (podobnie jak przy prawie wszystkich kryzysach bankowych w czasach Wielkiego Kryzysu, jak wskazują nowsze badania, oparte o mniej zagregowane dane). Gdy ten fakt stał się jasny, jak też i to, że czeka nas zacieśnienie kredytu, bańki oparte na oczekiwaniach dalszej gwałtownej deprecjacji dolara pękły.

 

Swoją drogą, złoto zdaje się hamować spadek. Dolar wzmocnił się o dalsze 4 centy, a cena kruszcu pozostaje stabilna powyżej 700$. To dobry znak, rynek jest silny, wierzących w złoto jest ciągle wielu. Nie wykluczone, że w najbliższych dniach przyjdzie odbicie, ale, jeśli scenariusz inflacyjny nie stanie się w międzyczasie bardziej prawdopodobny, nie sądzę, by udało się przebić ostatni szczyt (w Londynie 918$).