Rajd niedźwiedzia okazał się nader krótki. Właśnie docieramy do kryzysowych minimów na wszystkich rynkach. Spada ropa, złoto i akcje, rosną jen oraz dolar. Scenariusz deflacyjny mimo wysiłków Fed jest coraz bardziej prawdopodobny. Blisko ostatniego dna znalazła się również polska giełda. Szerokim echem odbiło się w mediach zakończenie wczorajszej sesji – na fixingu w 10 minut WIG 20 odrobił 4% w wyniku wykonania jednego zlecenia koszykowego o wartości ok. 100 mln zł. Choć to niewątpliwie źle świadczy o rozwoju naszego rynku, którego mała płynność pozwala na tego typu wyskoki, nie rozumiem na czym miałaby polegać manipulacja i dlaczego KNF miałby chronić przed nią drobnych graczy. Sytuacja jest o tyle dziwna, że inwestor zagraniczny, który wczoraj dokonał cudu pod koniec sesji, na swojej operacji stracił – zakupione akcje rano warte były jeszcze mniej. Prezes Sobolewski mówił, że na innych rynkach też jest fixing i wina nie leży po stronie GPW. Chętnie przeczytałbym w jakimś wiarygodnym źródle, co jest złego w składaniu tego typu zleceń.
Moim zdaniem to nie koniec spadków na rynku surowców. Złota za tysiąc dolarów prędko nie zobaczymy. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się osuwanie się w kierunku 600$. Spadki będą stymulowane informacjami o pogarszającej się sytuacji gospodarczej, szczególnie w Azji.
O ile bowiem recesja w Europie i w USA jest już powszechnie znanym faktem, przez co mogą być odzwierciedlone w cenach, to rynek ciągle jest przekonany, że gospodarka chińska, choć zwolni, będzie rozwijać się w tempie 8-9% rocznie. Przy recesji w USA i Japonii jest to wzrost nie do utrzymania. Gospodarkę chińską czekają poważne dostosowania do spadającego popytu zagranicznego. To, jak istotne są Chiny dla światowego rynku surowców i akcji, widać było kilka dni temu, gdy ceny ropy skoczyły o 10$ po ogłoszeniu przez chiński rząd fiskalnego pakietu stymulacyjnego. Euforia trwała nader krótko, gdyż nikt na rynku nie wierzy, że wydatki rządowe pomogą utrzymać popyt na ropę w dłuższym terminie. Nie wiele też pomogą działania OPEC, gdyż jej członkowie nie są gotowi na ograniczenie wydobycia w celu podniesienia ceny, jeśli przychody w efekcie takich działań spadną. W dobie kryzysu rządy nie zrezygnują z pieniędzy „koniecznych” między innymi na bailouty banków i pożyczkobiorców (ceny nieruchomości w Zatoce ostatnio zaczęły spadać kończąc okres kilkuletnich wzrostów).
30$ dolarów, które rzekomo przewidują gracze na rynku opcji pewnie nie zobaczymy, bo byłby to poziom sprzed wojny w Iraku, chociaż nie jest to takie pewne, bo produkcja ropy w tym kraju sięga już poziomu sprzed 2003 roku. Z inwestycją w ten surowiec, która jest niewątpliwie dobrym pomysłem w dłuższym horyzoncie czasowym, należy, moim zdaniem, jeszcze poczekać.








