Posted by Maciej Bitner
on grudzień 01, 2008
Bez kategorii /
4 Comments
Kadencja Bena Bernanke kończy się w styczniu 2010. Wyboru dokona więc już prezydent Obama pod koniec przyszłego roku. Patrząc jednak po tym, co pisze się w prasie, szef Fedu może spać spokojnie. Jeśli kryzys nie uderzy z nową siłą w jakiejś innej odsłonie, to zapewne jego kadencja zostanie przedłużona.
Wall Street Journal przeprowadził ankietę wśród ekonomistów zatrudnionych przez biznes, z której wynika, ze trzy czwarte z nich uważa, że szef Fedu powinien zachować swoje stanowisko. Bruce Kasman z J.P. Morgan uważa na przykład, że „Bernanke wykonał dobrą robotę w bardzo trudnych okolicznościach”.
Gdyby jednak coś poszło nie tak, to są i inne godne kandydatury. Następcą Bena może zostać choćby Timothy Geithner – szef Fed w Nowym Jorku i jedna z czołowych postaci wśród doradców Obamy. Oczywiście pozostaje wtedy kwestia obsadzenia dotychczasowego stanowiska Geithnera, które jest bardzo istotne, gdyż, jak zauważa gazeta „szef Fed w Nowym Jorku jest emisariuszem banku centralnego na Wall Street”. Nie będzie to jednak poważny problem. Mogliby go zastąpić Kelvin Warsh, dyrektor w Fed dawniej pracujący w Morgan Stanley albo Bill Dudley, były ekonomista Goldman Sachs.
Muszę przyznać, że mimo wszystko zdumiewające jest, jak lekko się o tym pisze. Zawsze myślałem, że bank centralny ma nadzorować sektor bankowy. Wyznaczać normy ostrożnościowe i bezstronnie karać tych, którzy naruszają reguły. A tu widać, że personel swobodnie przepływa od kontrolujących do kontrolowanych i odwrotnie. Wszyscy się znają i wspólnie naradzają się jaką politykę prowadzić. Jak jedna wielka rodzina.
Posted by Mateusz Machaj
on grudzień 01, 2008
Bez kategorii /
11 Comments
Kolejne dni przynoszą kolejne wieści. Mamy na razie czas deflacji kredytu, także spowolnienia przyrostów CPI, więc tradycyjnie zwroty na obligacje amerykańskie spadają radykalnie, zbliżając się w stronę zera. Komentatorzy zatem dochodzą do wniosku, że obligacje amerykańskie są bezpieczną inwestycją (czasem nawet mogą być bezpieczniejsze niż pieniądz trzymany w banku). Nie jest to jednak do końca ścisła informacja - US Treasuries są relatywnie bezpieczną inwestycją, to znaczy inwestycją dużo bezpieczniejszą niż inne aktywa zdenominowane w dolarach. Nie oznacza to jednak, że amerykańskie obligacje w ogóle są bezpieczne. Parę dni temu mówiliśmy o 7,7 biliona na ratowanie bankrutów. Plan już zdołał się powiększyć do 8,3 biliona. To już prawie 60% PKB, które w postaci publicznych pieniędzy rząd amerykański zdecydował się wydać w przeciągu roku czasu.
Dlaczego JP Morgan, który wydał negatywny raport Polsce, nie wyda negatywnego raportu o USA, które tak radykalnie zwiększa dług?
Gdzie jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w przypadku biedniejszego kraju zalecałby programy naprawcze i redukcję deficytu?
Safegate skomponował na podstawie Bloomberga ładną tabelkę. Przeklejamy:

Te pogramy pomocowe opiewają na szaloną wręcz wielkość. Inwestowanie w “bezpieczne” obligacje amerykańskie, które tę wielkość gwarantują, może się wobec tego okazać ryzykownym przedsięwzięciem. A rynek komentuje, że odzwierciedla to CDS na amerykańskie obligacje, pokazujący prawdopodobieństwo bankructwa rządu amerykańskiego, to jest niemożliwości spłaty swoich zobowiązań. Ostrożny Miś (Prudent Bear) zamieścił miesiąc temu taki oto rysunek:

Ryzyko bankructwa co prawda dalej jest postrzegane jako niskie, ale wzrosło wyraźnie. Niektórzy dostrzegają wobec tego nadciągające niebezpieczeństwo.
PS A przy okazji ciekawy tekst, gdyby Fed był komercyjnym bankiem, to ogłosiłby bankructwo.
Tags: bankructwo, deflacja, dług, Fed, obligacje, USA