Społeczna funkcja bankructwa

Posted by Juliusz Jabłecki on Grudzień 03, 2008
Bez kategorii

W dzisiejszym wydaniu Financial Timesa doskonały komentarz Luke’a Johnsona pt. „Take the tough medicine of bankruptcy”, w którym czytamy m.in.:

„Sektor prywatny może sprawnie funkcjonować, dzięki temu, że nieustannie eliminuje te firmy, które nie potrafią sprostać rygorom rynku. Trzeba stracić pieniądze ulokowane w tonącej spółce (tak jak mnie się to przytrafiło – nawet o parę nawet razy za dużo), aby właściwie zrozumień ryzyko, jakie niesie za sobą inwestowanie w akcje. Popełnianie takich błędów to jedyny sposób, żeby się czegoś nauczyć i stawać się coraz lepszym.”

„Rynek jest niezwykle wymagającym przełożonym, jednak jego działanie cechuje logika, której tak często brakuje organom rządowym, które nie potrzebują stawiać czoła konkurencji i nie muszą obawiać się upadku, bo po prostu przywłaszczają sobie środki płynące z podatków.”

„Obawy budzi fakt, iż powstaje właśnie nowy ogromny należący do państwa kompleks przemysłowy. Czyżby miał on zastępować tracący na znaczeniu przemysł produkujący na potrzeby wojska? Obecnie zbyt wiele firm funkcjonuje tylko dzięki kontraktom z sektora publicznego, co w dłuższym okresie nie jest dobrym pomysłem na rozwój.”

„Dlatego też prawdziwym zagrożeniem, przed jakim stoi teraz Zachód nie jest recesja, ale powrót do nacjonalizacji, pełzającego socjalizmu, wzrostu liczby najrozmaitszych regulacji oraz angażowanie się państwa w gospodarkę. Ryzykujemy w ten sposób, że bez przerwy będziemy borykać się z zadłużeniem, słabą walutą, rozdętym, ale nietykalnym państwem opiekuńczym i niezdolnością do ponoszenia ofiar wynikających z pojawiającego się cyklicznie w gospodarce ostrego spowolnienia. Interwencje polityków rozregulowują rynki, co w dłuższym okresie doprowadzi do jeszcze poważniejszych problemów.”

I jak tu się nie zgodzić? Szkoda tylko, że na poprzedniej stronie tego samego wydania FT Nouriel Roubini przekonuje o konieczności utrzymania przez banki centralne stóp procentowych blisko zera, monetyzacji długu, skupu obligacji sektora prywatnego i kredytów hipotecznych. Ach ta dzisiejsza pełna eklektyzmu polityka koncernów medialnych…


8 komentarzy to Społeczna funkcja bankructwa

HeS
03/12/2008

@Autor:”Ach ta dzisiejsza pełna eklektyzmu polityka koncernów medialnych”

To nie jest polityka koncernów medialnych. Media są tylko narzędziem i realizuja politykę swoich właścicieli, a ci zwykle mają jeszcze inne interesy (lub powiązania:)

Maciej Bitner
03/12/2008

Roubini to znany keynesowski ekonomista, który bardzo często wypowiada się w mediach. Z prawie każdego słowa wieje zgrozą.

karol.pogorzelski
04/12/2008

W tym artykule z „Bankiera” jest napisane: austryjacki ekonomista Mises. Powiało zgrozą

RafalG
04/12/2008

Hehe w tym samym artykule jeszcze jest ‘przynoszenie przedsiębiorcom PĄCZU’. Proponuję jednak nie krytykować koncernów medialnych, a raczej być wdzięcznym za to że ich pismacy nie usiłują mieć własnych przemyśleń i teorii. Wystarczy wyczerpujący bój z ortografią.

Szymon
04/12/2008

I dostarczanie „pączu”, wygląda na to, że artykuł był pisany po dwóch wazach owego „pącza” (śliczny neologizm, prawda?).

Co do ciekawych uwag polecam ostatni wpis Karlssona i linki które podał:
http://stefanmikarlsson.blogspot.com/2008/12/why-gdp-seemingly-rise-during-recession.html

MG
04/12/2008

U nas kiedyś jeden wypowiadał się jak Roubini. Nazywał się Lepperini czy jakoś tak. Coprawda był tylko doktorem(honoris causa) bez matury. Wtedy się z niego śmiali. A teraz mógłby facet zrobić karierę jako „analityk” i „autorytet” dla „rynków finansowych”;)

Wojtek
05/12/2008

Na wstepie chcialbym podziekowac za prowadzenie tego bloga. Nie jestem nawet ekonomista-amatorem, ale sadze, ze sporo sie z tego, co tu piszecie nauczylem i jakos logicznie mi sie to w glowie uklada :-) .

A teraz do przewidywania przyszlosci (bo to tutaj tez uprawiacie). Jak narazie, mamy do czynienia z deflacja, ktora niedlugo, ze wzgledu na dopisywanie zer, zamieni sie w (hiper)inflacje dolara. Bardzo duzo ludzi posiada dolary lub obligacje (chinczycy, banki centralne, nawet NBP i pewnie masa innych).

Tak sobie mysle, ze skoro zobacza, ze dolar traci na wartosci (i jesli nie bedzie za pozno), to pomysla sobie, ze moze jeszcze warto szybko sprzedac zielone i kupic cos innego.

No wlasnie, pytanie brzmi co bedzie tym „czyms innym”? Czyzby jednak zloto? A moze frank, lub tez euro? No bo w jena jakos nie wierze. No bo PLN na pewno nie. W kazdym razie, poprawcie mnie jesli sie myle, na „tym czyms” bedzie mozna naprawde sporo zarobic…

Dodaj komentarz

WP_Big_City