Bez kategorii

Tegoroczna noblistka kwestionuje anty-anarchizm

Posted by Mateusz Machaj on Październik 15, 2009
Bez kategorii / 3 Comments

Czytam właśnie niektóre prace Elinor Ostrom, o której nie słyszałem zanim dostała nagrodę Nobla z ekonomii w tym roku (po wypowiedziach komentatorów jestem nawet zdziwiony tym jak wielu ludzi nie tylko o niej słyszało, ale potrafi wskazać na merytoryczną wartość jej prac). I muszę stwierdzić, że jest co czytać, bowiem przeprowadza ciekawą analizę Common Pool Resources (CPR), czyli powiedzmy „dóbr wspólnych”, albo takich, z których korzystać ma cała społeczność. Główna konkluzja jest taka, że błędny jest Hobbesowski mit, zakładający, że ludzie potrzebują zewnętrznego suwerena, który ich przymusi do konserwacji kapitału i poszanowania reguł gry. Oto jeden z cytatów:

Policymakers responsible for the governance and management of small-scale, CPRs should not presume that the individuals involved are caught in an inexorable tragedy from which there is no escape. Individuals may be able to arrive at joint strategies to manage these resources more efficiently. To accomplish this task, they must have sufficient information to pose and solve the allocation problems they face. They must also have an arena where they can discuss joint strategies and perhaps implement monitoring and sanctioning. In other words, when individuals are given an opportunity to restructure their own situation, they frequently-but not always-use this opportunity to make credible commitments and achieve higher joint outcomes without an external enforcer. We cannot replace the determinate prediction of no cooperation with a determinate prediction of always cooperate. Our findings challenge the Hobbesian conclusion that the constitution of order is only possible by creating sovereigns who then must govern by being above subjects, by monitoring them, and by imposing sanctions on all who would otherwise not comply.

Ostrom zastrzega, że być może czasem rola dla suwerena jest niezbędna, ale jej prace, co sama powyżej zauważa, stanowią atak na sedno Hobbsowskiego mitu. Hobbsowskiego mitu o tym, że człowiek jest z natury taki, że potrzebuje nad sobą suwerena, który będzie go bił pałką po głowie, bo inaczej nie będzie porządku i bezpieczeństwa. Nie jest wobec tego prawdą powszechnie uznawana teza o tym, że kontraktualne społeczeństwo nie jest możliwe.

Tags: , , , ,

Nobel 2009

Posted by Mateusz Machaj on Październik 13, 2009
Bez kategorii / No Comments

Tegoroczny Nobel okazał się nie być polityczną nagrodą tak jak w ubiegłym roku. Otrzymał go Oliver Williamson za pracę na temat instytucjonalnych aspektów kapitalizmu, a konkretnie za pracę nad granicami firmy, które wyznaczane są w zależności od „rozległości” rynku. Nagroda ta wydaje się trafiona nie tylko ze względu na to, że nie jest nacechowana politycznie, ale przede wszystkim dlatego, że otrzymuje ją ekonomista, który zajmował się nazwijmy to „realną” ekonomią. Innymi słowy „firma” dla Williamsona nie jest „czarnym pudełkiem”, które dokonuje maksymalizacji jakichś parametrów i przez to ma osiągać „optymalizację” obranych celów i idealną „równowagę” (tak jak dzieje się to w schematach neoklasycznych). Firma to żywy organizm, który podlega dynamicznym tarciom wynikającym z konieczności zawierania kontraktów między różnymi agentami w ramach niepewnego otoczenia. I chociaż nie do końca podzielam Coasowską nomenklaturę prac Williamsona (te „koszty transakcyjne”), to jest to ekonomia jak najbardziej warta uwagi, a prace Williamsona mają ogromną wartość. Choć wydawało mi się, że jeśli ktokolwiek dostanie nagrodę za ekonomię instytucjonalną, to będzie to Eugene Fama (ponieważ ma też niezależny wkład w debatę o modelach CAPM i rynków efektywnych). A osobiście nawet bardziej twórczy i oryginalny w paradygmacie Coase’a wydaje mi się Harold Demsetz, który być może jeszcze te nagrodę otrzyma.

Williamson podzielił się tą nagrodą z Elinor Ostrom, której prace chętnie poczytam.

Nobel z ekonomii – ważne kto wygra (Obama?)

Posted by Mateusz Machaj on Październik 10, 2009
Bez kategorii / No Comments

Na giełdzie potencjalnych Nobli z ekonomii krąży kilka znanych nazwisk. Wśród nich kilka całkiem prawdopodobnych – jeśli któraś z tych osób wygra, może to mieć znaczenie dla publicznej debaty. Kiedy Nobla wygrał Phelps, za swoje rozwinięcie „mikroteorii makrowahań” (czyli krytykę prymitywnego keynesizmu opierającego się na nieprawdziwej krzywej Phillipsa), zaraz potem zaczął wykorzystywać swoją sławę do opowiadania antykapitalistycznych historii.

Ale do rzeczy i do znanych nazwisk. Mamy wśród wymienianych kandydatów Martina Weitzmana i Williama Nordhausa (tak, tego od podręcznika z Samuelsonem). Zapewne za zasługi dla „ekonomicznej analizy klimatu”. Wtedy czeka na stos wywiadów przeprowadzanych przez Jacka Żakowskiego o tym, jak wreszcie docenia się ekonomistów chcących wprowadzać centralne planowanie (tak jakby wcześniej tego nie robiono a wszystkie Noble wygrał Robert Lucas).

Inne nazwisko, które się pojawia to John Taylor, autor tak zwanej reguły Taylora, dotyczącej postępowania banków centralnych. Nagroda ta byłaby dosyć odważna, ponieważ Taylor winą za obecny kryzys obarcza postępowanie amerykańskiego banku centralnego. Nagroda ta byłaby bardzo korzystna dla debaty o polityce monetarnej, bowiem wtedy w wielu wywiadach usłyszelibyśmy o zbyt niskich stopach procentowych, które ustawił Greenspan. Dlatego nie sądzę, żeby szwedzki bank centralny zdecydował się na taki krok (i nagrodził Taylora).

Oprócz tego słychać nazwiska Eugena Famy, który już wiele razy był wymieniany wśród potencjalnych kandydatów (za model CAPM, ale także za jego analizę instytucjonalną). Pod względem liczby cytowań powinien wygrać Robert Barro, ale to chyba byłaby dziwna nagroda w czasach kryzysu (dla zwolennika nowoklasycznych teorii o idealnym oczyszczaniu rynków). W predykcjach widzę także nazwisko Ernsta Fehra, austriackiego ekonomisty, ale niestety tylko z pochodzenia.

Nolan McCarty ma jednak innego dosyć poważnego kandydata, którego należy rozważyć, Barracka Obamę, i podaje ku temu rozsądne powody:

* Chociaż Tirole, Nordhaus, Milgrom, i inni mieli znaczący i istotny naukowy wkład w teorię ekonomii i analizę polityki, tylko Obama daje nadzieję na lepszą politykę gospodarczą jutra. Czy może zaprojektować służbę zdrowia, która ochrania każdego i oszczędza pieniądze? Yes, he can! Czy może zreorganizować system finansowy, aby wyeliminować ryzyko, ochraniać konsumenta i utrzymać korzyści współczesnych finansów. Yes, he can! Czy może zmniejszyć redukcję gazów cieplarnianych bez zmniejszania zatrudnienia i wzrostu gospodarczego? Yes, he can! Który prawdziwy ekonomista by się ośmielił powiedzieć takie rzeczy? Tylko za swoją wizję Obama zasługuje na nagrodę.
* Obama nigdy nie był związany z teorią racjonalnych oczekiań ani hipotezą rynków efektywnych. W rzeczy samej, zmnienił swoją administrację w jedno wielkie seminarium o ekonomii behawioralnej.
* Słyszałem plotki, że Obama ciągle planuje traktat pokojowy między Paulem Krugmanem a Robertem Lucasem. Niestety dwustronne negocjalne chyba zostały przerwane.
* Skandynawowie mogliby naprawdę dopiec Georgowi Bushowi dając Obamie dwie nagrody Nobla
* Uczył na Uniwersytecie Chicagowskim.

Komitet Noblowski nieudolnie wspiera doktrynę Wegecjusza

Posted by Mateusz Machaj on Październik 10, 2009
Bez kategorii / 5 Comments

Komitet Noblowski postanowił przerzucić się z kontynuowania tradycji braci
Marx, gdy nagrodził Gore’a, na kontynuowanie tradycji Wegecjusza, nagradzając
prezydenta Stanów Zjednoczonych, któremu jeszcze nie stuknęła rocznica
rządzenia.

Mówcie co chcecie o doktrynie globalnego ocieplenia – to przynajmniej etos.
Ale ten Nobel na zachętę to już pachnie wallenrodyzmem i jakimś szpiegiem,
który doszczętnie chciał skompromitować Komitet Noblowski – decyzja jest tak
absurdalna i nonsensowna, że nie wymaga krytyki.

- To dla naszego prezydenta USA. Chłopak tak się garnie do pokoju, niech ma
na zachętę. Nic nie zrobił dla pokoju. Chodzi właśnie o zachętę.

Pozostaje tylko czekać i obserwować jak laureat pokojowej Nagrody Nobla
będzie dalej kontynuował politykę swojego poprzednika i w imię doktryny
Wilsona „czynił świat bezpiecznym dla demokracji”. Oczywiście za pomocą
wojen i rozbudowy warfare state. Wszak jak mówił Wegecjusz Qui desiderat
pacem, praeparet bellum
. Chcecie pokoju, to szykujcie się na wojnę. Bowiem nawet jeśli ten Nobel jest „na zachętę”, to jest na zachętę dla prezydenta bardzo prowojennego kraju, który wkrótce wykaże się wybitnym militaryzmem.

Tags: , , , ,

Pożyczkodawca hipoteczny ostatniej szansy

Posted by Maciej Bitner on Maj 18, 2009
Bez kategorii / No Comments

Kryzysem finansowym w USA stosunkowo najmniej dotknięte zostały osoby starające się o nowe kredyty hipoteczne. Choć warunki ich przyznawania są bardziej restrykcyjne niż za czasów szaleństwa subprime, całkowita liczba udzielonych kredytów od początku 2008 roku wzrosła o ponad 5%.

Nie mały udział w tym wzroście miały pożyczki ubezpieczone przez Federal Housing Admininstration. Organizacja ta, założona w 1934 roku, w celu upowszechnienia własności nieruchomości wśród osób o niewysokich dochodach, do tej pory nie dotknięta była problemem toksycznych aktywów. Odsetek niepracujących pożyczek udzielonych przy wsparciu FHA był od  jej założenia niski, a instytucja ta w ciągu 75 lat swojego istnienia nigdy nie prosiła rządu o pomoc, a nawet zasilała budżet i to niekoniecznie drobnymi kwotami.

            Gdy w latach 2004-2007 banki prześcigały się w oferowaniu pożyczek subprime, FHA została jednak niemal całkowicie wyparta przez sektor prywatny. W 2006 roku jej udział w rynku nowych kredytów hipotecznych wynosił 2% i zaczęto mówić o jej likwidacji. Plan ten,  jak często w takich wypadkach bywa, nie powiódł się. Zamiast tego rozpoczęto program odzyskiwania udziału w rynku. Kryzys przyszedł jak na zawołanie i znakomicie dopomógł w jego realizacji.

            Liczba dealerów FHA wzrosła w ciągu ostatniego roku trzykrotnie, między innymi na skutek tego, że obecnie tylko dzięki pomocy FHA można udzielić kredytu przy 3,5% wkładu własnego (w sektorze prywatnym jest to minimum 10%). Do tego Kongres w lecie zeszłego roku podniósł dwukrotnie maksymalną sumę ubezpieczenia pożyczki do ponad 700 tys. dolarów. W efekcie kupujący mogą starać się o znacznie większe domy, a właśnie takie są najbardziej przecenione – chętnych więc nie brakuje. Udział FHA w rynku nowych kredytów hipotecznych wzrósł w ciągu trzech lat do ponad 30%. Wartość ubezpieczonego przez rząd portfela wynosi 562 mld dolarów.

            Niestety są powody sądzić, że całe przedsięwzięcie zbliża się do wielkiej katastrofy. Gwarancje rządowe powodują, że firmy udzielające pożyczek nie mają praktycznie nic do stracenia – wkład własny prawie w całości przeznaczany jest na prowizje dla nich, co oznacza, że nawet niewielki spadek cen nieruchomości po udzieleniu pożyczki powoduje, że wartość hipoteki przekracza wartość domu. Jeśli ponadto (prawie stuprocentowe) ubezpieczenie strat łączy się z obniżeniem wymagań ostrożnościowych lub stosowaniem wymagań zbyt łagodnych w stosunku do obecnej sytuacji, ryzyko straty dla skarbu drastycznie rośnie.

            Zaczyna to już być widać w statystykach. Zagrożone pożyczki stanowią ponad 16% portfela, a całkowicie niepracujące 7,5%. Odsetek kredytobiorców, którzy nie spłacili więcej niż jednej raty wzrósł trzykrotnie. Spadają za to rezerwy agencji – z 6,4% portfela w zeszłym roku do 3% obecnie. Statutowy, minimalny poziom rezerw to 2%, więc jeśli spadkowy trend się utrzyma, to pomoc budżetu będzie konieczna. Jej koszty w ciągu dwóch lat mogą sięgnąć kilkudziesięciu mld dolarów, co przyczyni się do zwiększenia i tak rekordowo wysokiego deficytu USA.

            Do idei samofinansujących się organizacji rządowych należy podchodzić bardzo ostrożnie. Możliwość otrzymania nieograniczonych gwarancji skarbu państwa łatwo da się zamienić na dodatnie przepływy pieniężne i zyski w bilansie. Pozabilansowe zobowiązania z tytułu gwarancji w czasach prosperity mogą jedynie z pozoru wydawać się niegroźne. Problem ten dotyczy oczywiście również podmiotów prywatnych, przede wszystkim firm ubezpieczeniowych. Te jednak dysponują dwoma niedostępnymi agencjom rządowym rozwiązaniami.

            Po pierwsze mogą dywersyfikować swoją działalność tak, by nieprzewidziane straty z tytułu gwarancji nie pozbawiły ich kapitału. Po drugie gdy segment rynku w którym działają staje się zbyt ryzykowny, mogą wycofać się z niego i ulokować kapitał w innym miejscu. Dla FHA zaś gwarantowanie kredytów hipotecznych było racją jej istnienia. Tylko tą drogą mogła rozwijać się i zwiększać zatrudnienie, co niestety przeważnie bywa głównym celem organizacji biurokratycznej.

Tags: ,