Rządy doprowadziły do kryzysu finansowego. Nie pogłębiajmy go

Posted by Witold Falkowski on Październik 15, 2008
Bez kategorii
Rządy doprowadziły do kryzysu finansowego. Nie pogłębiajmy go

Tbilisi, 10 października 2008

Przedstawiciele europejskich organizacji zajmujących się polityką gospodarczą sformułowali zalecenia dotyczące przezwyciężenia ogólnoświatowego kryzysu finansowego. Oto tekst ich oświadczenia (tu oryginał).

Podstawowa przyczyna światowego kryzysu finansowego tkwi w tym, że rządy USA i innych krajów wspierały potężną ekspansję kredytową i skłaniały banki do udzielania kredytów – przede wszystkim na zakup domów – osobom, które nie spełniały niezbędnych kryteriów.

Więcej tu: http://www.mises.pl/837

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Digg

Tags: , , ,

23 komentarze to Rządy doprowadziły do kryzysu finansowego. Nie pogłębiajmy go

  • Panowie, szukam jakiegoś sensownego opisu/wyjaśnienia tego, dlaczego Islandia „zbankrutowała”. Co się dokładnie stało? Co wiemy? Jakie są opinie dotyczące bezpośrednich i pośrednich przyczyn? itd. Język dowolny.

  • Tak jak w większości krajów rozwiniętych ich rozwój gospodarczy w ostatnich latach opierał się na przejadaniu oszczędności.
    Mechanizm jest prosty od wieków. Człowiek kupuje aktywa (obojętnie co: tulipany, akcje, dom). Cena aktywów jest bardzo krucha, bo jest ustalana każdego dnia na podstawie niewielkiej liczby transakcji. Przy inflacji pieniądza ich cena rośnie bardzo szybko. Każdy myśli, że jest bogaty i przejada realne oszczędności (lub bierze kredyt konsumencki). Jak już nikt nie chce delikwentowi pożyczyć grosza na kolejny miesiąc – ten wystawia aktywa na sprzedaż. Ponieważ robi to każdy w tym samym czasie – okazuje się, że „majątek” jest bezwartościowy. Jeśli do tego jeszcze był zakupiony na kredyt dochodzi do upadłości.
    Zadłużenie gospodarstw domowych w Islandii wynosiło ponad 100% PKB, a jego obsługa zaczynała kosztować sto kilkadziesiąt procent dochodu netto ludzi.
    Do tego prawdopodobnie doszła zbyt mała konkurencja na lokalnym rynku banków i przyzwolenie tamtejszego nadzoru, aby największy bank bez opamiętania kupował udziały w funduszach sekurytyzacyjnych obsługujących pożyczki hipoteczne.

  • @spinacz

    Islandia dostała tak mocno, ponieważ znaczna część ich PKB pochodziła z systemu bankowego.
    Najpierw było tam trochę skał i paru rybaków a potem ktoś wpadł na pomysł, by nazakładać banków i wtedy zaczęła się era prosperity Islandii.

  • Moim zdaniem w bankach nie potrzeba żadnych regulacji.

    Wystarczy prawo cywilne. A to powinno wymusić, że kredyty 30 letnie kredytuje się tylko z 30 letnich depozytów, bo każda inna możliwość to robienie ludzi w bambuko i szansa runu na banki.

    I tym samym następuje koniec ery kreacji pieniądza przez banki.

    Jak ktoś będzie traktował przyrzeczenie zapłaty za 30 lat tak samo jak gotówkę, to już jego problem. Pewnie się tego nie uniknie, ale np państwo powinno przyjmować tylko gotówkę.

  • @spinacz: krótki, uproszczony opis (za Karlssonem) tutaj: http://panika2008.blog.pl/archiwum/index.php?nid=13844524

    @marek: depozyt 30-letni jest nierealny; obligacje już prędzej. Natomiast dla poprawnego zarządzania ryzykiem wcale nie jest konieczne (nawet, gdyby było możliwe, a nie jest) idealne spasowanie terminów depozytów i kredytów. Odpowiednie narzędzia do tego już istnieją w finansach (chociażby cały wachlarz swap’ów), cały proces zaburzany jest jednak przez ingerencje banku centralnego w stopy procentowe. Gdyby wartość pieniądza i stopy były kształtowane przez rynek i miały jakieś sensowne oparcie (np. wymienialność na złoto), to system prawdopodobnie mógłby bez zawirowań funkcjonować wiecznie nawet przy relatywnie niskiej stopie rezerwy w bankach (no, zapewne nie aż tak niskiej, jak sobie na to pozwolili w USA).

  • @panika2008: ha no właśnie czemu depozyt 30 letni jest nierealny. Czyżby ludzie jednak byli świadomi, że to nie to samo.

    Moim zdaniem, to jedyne wyjście mimo wszystko. Po pierwsze zabezpiecza przed hiperinflacją, bo góra pieniądza nie może być poruszona z byle przyczyny.

    Po drugie jakoś całe „zarządzanie ryzykiem” bierze w łeb jeżeli zdarza się coś wyjątkowego i np 30% ludzi postanowi wycofać swoje lokaty.

    Poczytaj sobie Rothbarda, on opisuje czym jest w istocie obecna kreacja pieniądza.

  • Powiem więcej, banki właśnie udzielają depozytów 30 letnich, tyle, że nie mówią o tym ich posiadaczom.

    Prawdziwe datowanie zapadalności pieniądza uzdrowiłoby chory system.

    Teraz banki dopuszczają się pewnego rodzaju oszustwa mówiąc depozytariuszom, że ich pieniądze będą do odebrania za rok. Może będą może nie będą.

  • Właśnie wszedłem na blog panika2008. Polecam. Sensowne artykuły. Szkoda, że mało dyskusji. Zachęcam autorów niniejszego bloga, żeby wrócić do poziomu artykułów wcześniejszych (ceny złota, księgowość FED, teorie Krugmana). Względnie połączcie Panowie siły, bo szkoda się rozpraszać.

    @marek
    Na pewno wśród banków konkurencja jest zbyt mała. Depozyt 30-letni jest o tyle realny, o ile ktokolwiek złożyłby do banku pieniądze na 30 lat. Czy Ty byś to zrobił? Ja nie.

    Niemniej sądzę, że gdyby w sektorze bankowym istniała prawdziwa konkurencja to przez ostatnie kilkadziesiąt lat (przy założeniu stałej ilości pieniądza w obiegu) ludzie szybko by się nauczyli, że umowa z bankiem to nie umowa przechowania. Na pewno rynek odpowiedziałby sensowną ofertą. Przede wszystkim depozyty na żądanie nie byłyby oprocentowane, ale wręcz odwrotnie – płatne (zapewne poniżej tempa deflacji).

    Tylko czy stare baby wpłacałyby jeszcze do banku?

  • @marek: depozyt jest z definicji narzędziem finansowania (z punktu widzenia banku) krótko- i średnioterminowym. Nierealne jest oferowanie przez bank depozytów na zbyt długi okres czasu, ze względu na różne czynniki ryzyka, które nie zależą od tego, jaki mamy system monetarny – w systemie ze 100% rezerwą i 100% pokryciem w złocie te czynniki też by wystąpiły. Dlatego finansowanie długoterminowe w zasadzie musi się odbywać poprzez papiery/kontrakty, które są okresowo wyceniane przez rynek, jak np. obligacje. Rothbarda czytałem, natomiast naiwną jest koncepcja organizacji rynku kapitałowego (i nie przypominam sobie, żeby Rothbard posunął się do takiego absurdu, żeby ją proponować), w której obowiązuje przymus spasowania depozytów z kredytami. Wprowadzenie takiego systemu poza tym nie zapobiegłoby hiperinflacji, ponieważ czynniki kreacji pieniądza są w dużym stopniu niezależne od polityki zarządzania ryzykiem. Krótko mówiąc, idealne dopasowanie depozytów do kredytów nie uniemożliwiłoby bankowi centralnemu wydrukowania dowolnej ilość zielonych papierków. Musiałoby to być coś innego, np. wymienialność na złoto plus prawo uznające na pewnym poziomie obiegu kapitału (nierealne jest wymuszenie tego na wszystkich poziomach) 100% lub bliskiego 100% pokrycia depozytów w gotówce. Co zresztą dokładnie zgadza się z koncepcją Rothbarda w tym temacie.

  • @memyself
    „Na pewno wśród banków konkurencja jest zbyt mała. Depozyt 30-letni jest o tyle realny, o ile ktokolwiek złożyłby do banku pieniądze na 30 lat. Czy Ty byś to zrobił? Ja nie.”

    No cóż alternatywą jest to co się dzieje teraz na Ukrainie. W systemie niespasowanym TO się zdarza, raz na jakiś czas. Czym większy system tym rzadziej się dzieje, ale za to skutki są boleśniejsze.

    Jeżeli oszczędzasz np na emeryturę to czemu nie na 30 letni kredyt skoro wtedy oprocentowanie byłoby wyższe.

    Jak można przed dopzytariuszem ukrywać fakt, że bank nie wie skąd weźmie środki na następne 29 lat kredytu. Takie ryzyko oznacza, że jak się wszyscy rzucą po swoje depozyty to bank nie ma skąd wziąć.

  • „w systemie ze 100% rezerwą i 100% pokryciem w złocie te czynniki też by wystąpiły”

    W systemie ze 100% rezerwą tego nie ma niebezpiczeństwa runu na banki. Pokrycie na depozyty zawsze istnieje w banku centralnym.
    Tam też nie ma kreacji pieniądza.

    „Wprowadzenie takiego systemu poza tym nie zapobiegłoby hiperinflacji, ponieważ czynniki kreacji pieniądza są w dużym stopniu niezależne od polityki zarządzania ryzykiem.”
    Nie zapobiegłoby inflacji związanej z kreacją pianiądza bazowego (jak ten będzie złoty to się go nie da dodrukować), ale zapobiegłoby przyśpieszaniu obiegu pieniądza kreowanego przez banki.

  • @marek
    Dlatego uważam, że rynek by na to odpowiedział sensowną ofertą. Depozyty na żądanie byłyby zwykłą umową przechowania płatną (tych pieniędzy bank nikomu by nie pożyczał).
    Natomiast depozyty terminowe tu pełna zgoda byłyby „niezrywalne”, względnie odstępne byłoby wysokie dla skompensowania potencjalnego ryzyka „runu”.

    Trzeba jednak powiedzieć jasno, że to nie wyeliminowałoby sytuacji kryzysowych, chociaż ograniczyłoby je.
    Inflacja bowiem nie jest tylko (moim zdaniem) zasługą rządu. Każdy może wyprodukować pieniądz (np. wystawić weksel) – tylko, że tego rodzaju działalność jest ograniczona zaufaniem do wystawcy. Ponadto wystawca musi spłacić weksel przyszłą produkcją.

  • „natomiast naiwną jest koncepcja organizacji rynku kapitałowego (i nie przypominam sobie, żeby Rothbard posunął się do takiego absurdu, żeby ją proponować), w której obowiązuje przymus spasowania depozytów z kredytami.”

    Rothbard tego nie poropunje, natomiast, chyba dla każdego myślącego człowieka jest oczywiste, że NIESPASOWANIE depozytów z kredytami kończy się klapą kiedy ktoś rzuci plotkę, że bank jest niewypłacalny i 50% klientów rzuci się po depozyty.
    Jeszcze bardziej restrykcyjna jest poropzyja Rothbarda 100% rezerwy, ale ona z kolei moim skormnym zdaniem nie stabilizuje tak bardzo ryzyka inflacji – pieniądza jest mniej, ale może za to niespodziewanie przyśpieszyć – wtedy jest pokrycie w rezerwie, ale jak wszsycy zaczną uzyać swoje depozyty na raz to i tak jest inflacja.

  • „Dlatego uważam, że rynek by na to odpowiedział sensowną ofertą. Depozyty na żądanie byłyby zwykłą umową przechowania płatną”

    Zgadzam się, natomiast rynek jako taki moim zdaniem by do tego nie doszedł. Rynki moim zdaniem działają już po fakcie. Ludzie zawsze zakłądają, że zdążą uciec zanim będzie źle, a nie oceniają ryzyka rynku tylko ryzko własnej straty.
    Przykład: Dlaczego np wycena długu Argentyny załamała się nagle, chociaż zasadniczo powinna się załamywać liniowo wraz ze wzrostem zadłużenia ? Podobnie z obecnymi problemami Islandii. Informacje na ten temat były ogólnie dostępne i przejrzyste, a rynek przez długi czas reagował źle.

  • „Inflacja bowiem nie jest tylko (moim zdaniem) zasługą rządu. Każdy może wyprodukować pieniądz (np. wystawić weksel) – tylko, że tego rodzaju działalność jest ograniczona zaufaniem do wystawcy. Ponadto wystawca musi spłacić weksel przyszłą produkcją.”
    No właśnie tylko to zaufanie jest jednak przez rynek wyceniane przez długi czas nieprawidłowo, vide przykład Islandii. Ludzie zawsze myślą że są sprytniejsi od innych albo po prostu nie zdają sobie sprawy z ryzyka.

    Być może większa częstotliwość kłopotów finansowych spowodowałaby większą wiedzę w tym temacie i bardziej poprawne wyceny ryzyka, ale moim zdaniem zaufanie można zawsze „rolować”, szczeólnie jeżeli np nie wiadomo ile weksli ktoś wystawił. Nie każdy zamierza je spłacać.

  • Inflacja jest zasługą tylko emitenta (właściciela) pieniądza w obecnym systemie nie ma innych emitentów poza rządami chyba, że jakiś margines ale gdzie?, każdy kolejny weksel na to samo złoto w banku to oszustwo i idzie się (w obecnym systemie który charakteryzuje się m.in. państwowymi więzieniami) siedzieć w kozie. System ze 100% pokryciem w złocie jest stabilny, pod warunkiem że nikt nie kradnie itd. nie ma mocnych. Spekulacje tez są możliwe, nie jest możliwy deficyt w państwowej kasie chyba że tylko chwilowy, bo szybciej krzyczą „sprawdzam”.

  • Marek
    Normalnie nie wystawia się weksli na przyszłe zyski, chyba że w obecnym postępie państwowego pieniądza

  • @vogel100 „w obecnym systemie nie ma innych emitentów poza rządami”

    Dla uściślenia: w obecnym systemie pieniądze kreują też banki komercyjne zgodnie z zasadą mnożnika kreacji pieniądza.

  • to jest naiwne stwierdzenie, kto i dlaczego im na to pozwala, cui bono? nawet obecne prawo jest jasne pod tym względem, za nielegalne wprowadzanie tych papierków siedzi się dłużej niż za morderstwo banki są tylko wspólnikami w slangu to są dilerzy, poniatna?

  • muszę już iść do roboty na druga zmianę, tylko jedna uwaga, to o czym mówicie to jest państwowy system podatkowy a banki są jego częścią stworzoną do tego, żeby zaopatrywać swoich ludzi w środki płatnicze szybciej od innych i kontrolować spływ kasy z powrotem do lewiatana, po to jest ta „kreacja”. Zawsze wydawało mi się że creatorem jest Bóg, natomiast wszystko inne to creatury, w tym kontekście „kreacja pieniądza” chyba jest czymś naprawdę wyjątkowym, no chyba że rządy oszukują? Ale to jest chyba niemożliwe.

  • @vogel100: rząd (powiedzmy, bo właściwie bank centralny) wpływa bezpośrednio tylko na ekspansję bazy monetarnej (M0, monety plus banknoty). Ogromna większość pieniądza w obiegu – wszystko od M1 w górę – „kreowana” (słuszna uwaga z tym kreowaniem) jest przez banki komercyjne.

  • panika2008
    ten cały kreacjonizm odbywa się na podstawie wcześniej wymyślonego arbitralnie prawa: cząstkowe rezerwy, zapisy księgowe, i różne instrumenty finansowe też są wymyślone i w rzeczywistości nie maja pokrycia w żadnym konkretnym majatku. Banki się tym posługują ale też to dostały od rzadu, w zamian jak kupiły licencje. Zasda jest taka że banki tylko puszczają w obieg rządową „kapuchę” i dostają od tego różne fajne dile. Nie chce mi się pisać o tych wszyskich rzeczach do których rząd zmusza ludzi, tutaj najistotniejsza jest sprawa rządowego monopolu na walutę i przymus płacenia wszędzie i rozliczania się w tej rządowej walucie pod srogimi karami. Jak pompują banię to rzecz wtórna. Banki bez rządu to pikusie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*