Wciąż zastanawiającym się, czy prasa drukarska Fedu wygra z pękającą bańką kredytową (a jest nas pewnie wciąż sporo), polecam dwa wykresy:
Kolory reprezentują odpowiednio: niebieski – M2, czerwony – CPI (oba wzrost rok do roku), zielony – pięcioletnie TIPSy, pomarańczowy – pięcioletnie obligacje amerykańskie.
Zapytają Państwo, cóż to takiego są TIPSy? Pełna nazwa brzmi Treasury Inflation-Protected Securities – są to papiery rządowe, które wypłacają co pół roku kupon uzależniony od inflacji (CPI). Kwotowanie tego instrumentu odpowiada mniej więcej realnej stopie procentowej (z założenia pozbawionej ryzyka). Warto zestawić je z nominalnym oprocentowaniem obligacji na ten sam okres. Im większa różnica między stopą realną, a nominalną, tym większej inflacji spodziewa się rynek.
Co widzimy dla ostatniego półrocza? Różnica oscyluje wokół zera, z czego zdaje się wynikać, że przez najbliższe pięć lat inwestorzy spodziewają się inflacji poniżej jednego procenta.
Inna ciekawa obserwacja z tego samego wykresu. Porównajmy zachowanie się agregatów pieniężnych podczas ostatniej recesji i obecnej. Podaż pieniądza wzrosła w recesyjnym roku 2001 o 10% – tyle samo, co w 2008. Tempo wzrostu cen wtedy znacząco się obniżyło – inflacja przekroczyła 2,5% dopiero w 2003 roku. Zważywszy więc na to, że obecna recesja jest znacznie głębsza, a podaż pieniądza rośnie w podobnym tempie, ceny powinny spaść jeszcze bardziej.
Perspektywa wysokiej inflacji jest więc chyba odleglejsza niż mogłoby się wydawać. W deflację nie wierzą przede wszystkim gracze na rynku złota. Na drugim wykresie widać, jak ostatnio cena złota rozminęła się z oczekiwaną inflacją (otrzymaną jako różnica oprocentowania obligacji nieindeksowanych i indeksowanych CPI). Czyżby na złocie była jednak bańka?
W celu dalszego wspomagania rynku hipotecznego i nieruchomości, Komitet zdecydował zmienić kompozycję ksiąg Rezerwy Federalnej poprzez zakup dodatkowych 750 miliardów dolarów aktywów hipotecznych (MBS), ustalając limit tych aktywów na 1,25 biliona dolarów w tym roku, oraz zwiększyć zakup długu agencji tego roku ze 100 do 200 miliardów. Dodatkowo, w celu poprawy warunków na prywatnych rynkach kredytowych, Komitet zdecydował o zakupie do 300 miliardów długoterminowych obligacji skarbowych przez następne sześć miesięcy.
Zwracam uwagę: i tu pojawia się magiczne słowo KUPNO
Bloomberg raportuje:
Także sprawa wygląda jasno. Nie ma problemu z deficytem i zwiększaniem zadłużenia, ponieważ Bernanke po prostu zabawi się w inflacyjną monetyzację. Koniec z akcjami kredytowymi, pożyczkami i tego typu lichwiarskimi wynalazkami. Czas zaczać wykupywać bezpośrednio długi prywatne i rządowe.
Obama ma bardzo dobrego przyjaciela, Bena. Takich naprawdę poznaje się w biedzie.
Widzimy zatem ewolucję centralnej bankowości na naszych oczach. Możemy spalić wszystkie podręczniki na ten temat. Pożyczkodawca ostatniej instancji zmienił się, słowami Misha Shedlocka, w pożyczkodawcę jedynej instancji. Ale w tej chwili powoli ewoluuje w stronę kupca ostatniej instancji. Kiedy zmieni się w kupca jedynej instancji będziemy w nowym wspaniałym świecie socjalizmu.
Maryla na pocieszenie:
… choć papierów nam przybyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami…
Tak naprawdę nie Crowe, tylko autentyczna postać, którą odegrał w „Pięknym umyśle”, czyli noblista z ekonomii John Nash.
Noblista wypowiedział się na niedawnej konferencji (październik – czy jakieś media o tym wspominały?) na temat obecnego kryzysu finansowego:
Nash powiedział, że takie finansowe kryzysy będą występować rzadziej, jeśli będzie istniał międzynarodowy standard pieniężny, taki jak standard złota, lub konkurencja między światowymi walutami, aby wstrzymać inflację i zapobiec nadużyciom na rynku nieruchomości. Wyraził także sceptycyzm co do programu rządowego jako propozycji ratunku.
„Mam wrażenie, że rząd nie jest w stanie zrobić niczego poza krótkoterminowym nastawieniem (…) Potrzebujemy naturalnej stabilności”
Nash stwierdził, że różne grupy interesu, które popierają keynesowskie, krótkoterminowe, teorie ekonomii sprzedały społeczeństwu tezę, że inflacja jest akceptowalna, że ‘zły pieniądz jest lepszy niż dobry pieniądz’. Ta teza poprowadziła do niebezpiecznych i złych kredytów mieszkaniowych – kredytów obstawiających, że wartość mieszkań będzie ciągle rosła i przynosiła zyski.
„Trzydziestoletnia pożyczka mieszkaniowa o stałym oprocentowaniu byłaby rozsądna przy standardzie złota”
Międzynarodowy standard pieniężny promowałby pieniądz lepszej jakości i mniejszą inflację.
Piękny umysł, czyż nie?
Okazuje się, że są w głównym nurcie ekonomiści, którzy zdroworozsądkowo podchodzą do obecnych problemów zamiast proponować nacjonalizację rynku finansowego, drukowanie bez końca pieniędzy i wprowadzanie ujemnego oprocentowania nominalnego.
W obawie przed nadejściem tsunami deflacji kredytowej w prasie głównego nurtu zaczynają się pojawiać coraz bardziej szalone pomysły na wznowienie inflacji. W Financial Times (przetłumaczone na onecie) czytamy, że po obniżce stóp do zera procent banki centralne powinny nawet wymusić ujemne oprocentowanie:
Jeżeli ktoś chciałby obniżyć stopy procentowe jeszcze bardziej, można by, na przykład, wprowadzić daty ważności banknotów, zapewne w formie elektronicznej, bo dzisiejsze banknoty są bytami czysto wirtualnymi. Odnowienie byłoby opodatkowane – przynajmniej według takiej samej stawki, jak ujemne byłyby stopy procentowe. To zniechęcałoby ludzi do trzymania oszczędności w gotówce.
Przypomina to typowe utopijne propozycje oferowane przez Silvio Gesella, który miał obsesje na punkcie oprocentowania i chciał wprowadzać takie szalone pomysły, aby pieniądz ciągle tracił na wartości. Niektórzy w czasach kryzysu niestety są gotowi wybierać nieodpowiedzialnych ekonomistów pokroju Gesella zamiast poważnie rozważyć propozycję powrotu do standardu złota.
Czy to już oznaka pełnej paniki, czy jeszcze nie? Jeszcze rok temu taki tekst mógłby się ukazać w FT na pierwszego kwietnia. Inflacjoniści znowu są krok przed deflacjonistami. Tego w Japonii nie próbowano.
Wczoraj rozliczaliśmy się po krotce z tego ile Fed, Treasury i FDIC wydają na ratowanie bankrutów.
I akurat jak o tym mówimy, szczególnie o tych TAF, TSLF, PDLF…, pojawia się kolejny skrót TALF, czyli Term Asset-Backed Securities Loan Facility (Niby Tymczasowe Pożyczanie Forsy na Papiery Zabezpieczone Śmieciami). Fed ogłosił właśnie, że uruchamia ten program. Kolejne dwieście miliardów ma iść na wspieranie pożyczek konsumenckich.
Do tego inna informacja na stronie Fed mówi o tym, że Fed będzie kupował bezpośrednio zobowiązania od Fannie Mae i Freddy Mac.
I teraz uwaga, najciekawsze: na stronie czytamy o purchases. Pamiętajmy, że poprzednie operacje mówiły o tymczasowych pożyczkach, których udzielał Fed (a następnie wydłużał te tymczasowe pożyczki, zwiększał zakres odbiorców i zakres dostępnych pieniędzy). Teraz czytamy wprost o kupieniu aktywów.
Jeśli Fed zaczyna kupować aktywa, czas przemyśleć bardzo poważnie możliwość powrotu inflacji do systemu. I to inflacji wysokiej.